Reklama

Floyd Mayweather Jr (50-0, 27 KO) powrócił po dwóch latach sportowej emerytury na ostatni, pożegnalny pojedynek i porozbijał przed czasem lepszego niż można było się spodziewać Conora McGregora (0-1), wielką gwiazdę mieszanych sztuk walki.

 

Zgodnie z przypuszczeniami dużo większy Irlandczyk od początku ostro zaatakował, a gdy pod koniec rundy Floyd chciał wystrzelić bezpośrednim prawym, mistrz UFC po odchyleniu skontrował go lewym podbródkowym. Podrażniony nieco Amerykanin próbował w drugiej rundzie przejąć inicjatywę, lecz McGregor wcale nie ustępował mu szybkością i nie dawał sobie narzucić stylu boksowania „Pięknisia”. Podobnie przebieg miała również trzecia odsłona. Obaj boksowali na refleksie i żaden z nich nie podjął większego ryzyka.

 

Conor zaczął ostro czwarte starcie, jednak Floyd zebrał spokojnie jego ciosy na gardę przez pół minuty i ruszył do przodu. Teraz to on był agresorem i napierając za podwójną gardą, stojąc na zakrocznej nodze, wywierał pressing i dążył do półdystansu. Po przerwie były mistrz świata pięciu kategorii kontynuował ten atak, choć tym razem częściej bił prawym na korpus, którym otwierał sobie potem drogę do lewego sierpa na górę. Szósta runda również dla Mayweathera, choć przegrywający McGregor potrafił skontrować swoim lewym. Był jednak w odwrocie. W siódmej bezpośrednie prawe krzyżowe co chwilę karciły Irlandczyka, którego głowa odskakiwała do tyłu przynajmniej kilkanaście razy. Ale dzielnie stał na nogach i wciąż starał się odwrócić losy potyczki jakimś jednym mocnym uderzeniem.

 

– Kiedy tylko będziesz gotowy – powiedział synowi w narożniku Floyd Mayweather Sr przed rozpoczęciem ósmego starcia. A jego potomek ruszył jak po swoje. Conor oddychał coraz ciężej, lecz nie zamierzał składać broni ani odklepać jak w pierwszej walce z Diazem.

Dziewiąte starcie to już kompletna deklasacja. Demolowany bezpośrednim prawym McGregor trzykrotnie był na skraju liczenia, ale ratował się klinczem. A Floyd, który prawdopodobnie mógł jeszcze mocniej przycisnąć, spokojnie i konsekwentnie robił swoje. Walka wyszła do dziesiątej rundy, lecz na dobrą sprawę nie powinna. Mayweather robił już z McGregorem co chciał, obijał go niemiłosiernie i w 64. sekundzie sędzia Robert Byrd zlitował się nad dzielnym wojownikiem UFC, stopując dalszą demolkę i ratując mu trochę zdrowia.

 

McGregorowi na pocieszenie pozostaje fakt, że za pierwszą walkę w UFC dostał 16 tysięcy dolarów. Za ten występ miał gwarantowane 30 milionów, a pewnie zarobi ich ze trzy razy więcej…

 

 

Zródło: bokser.org

Zdjęcia: AFP

 

Skomentuj artykuł, Twoje zdanie jest dla nas ważne!