Reklama

IMG_2451

Po losowaniu par 4. rundy eliminacji Ligi Mistrzów, większość fanów była bardzo zadowolona – głównie ze względu na rywala, który jest piłkarsko w naszym zasięgu. Kibicowsko wiadomo było, że nie czeka nas zbyt wiele atrakcji, ale cóż zrobić. Nie zawsze będzie nam dane jeździć do Mostaru, Tirany, czy Kijowa. Wyjazd na mecz do Dublina nie należał też do najtańszych.

Drogą lądową podróż była mało opłacalna, choć nie niemożliwa. Większość osób wybrało jednak opcję samolotową, nie tylko bezpośrednie połączenia Modlin – Dublin, ale także kombinowane przez np. Brukselę, Londyn czy Birmingham. Bez względu na kombinację trzeba się było liczyć, w zależności od terminu zakupu biletów, z wydatkiem 1000-1800 złotych. Tym bardziej sensownym rozwiązaniem okazał się czarter do stolicy Irlandii, który organizowało SKLW (1350 zł). Ten wystartował w dniu meczu z godzinnym opóźnieniem, ale na miejscu kibice mieli wystarczająco dużo czasu, żeby zobaczyć trochę miasta i spróbować Guinnessa.

Pogoda w dniu meczu była fatalna – siąpiący od rana deszcz, bliżej meczu zamienił się w konkretną ulewę i mało kto na naszym sektorze nie był przemoczony do suchej nitki. Legioniści w dniu meczu zebrali się na niespełna dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem pod 3Arena, znajdującą się ok. 1,8km od stadionu i stamtąd przemaszerowali na Aviva Stadium. 55-tysięczny stadion narodowy Irlandii wybrano do rozegrania meczu, który miał być jednym z najważniejszym w historii irlandzkiej piłki klubowej. Dundalk na co dzień rozgrywa swoje mecze 80 kilometrów od Dublina w kierunku Belfastu. Dla nich więc to również było spotkanie na obcym terenie. Tyle, że niskie ceny biletów dla gospodarzy (10 euro) oraz odpowiednia promocja meczu – nawoływanie kibiców wszystkich klubów do wsparcia, pozwoliło przyciągnąć na trybuny ponad 30 tysięcy osób. Przed taką publicznością klub z niewielkiej miejscowości do tej pory nie miał okazji występować. Na stadionie wypełnione zostały niemal w całości dwie kondygnacje – najniższa i najwyższa. Pusta (wyłączona z użytku) pozostała tylko środkowa jej część. Przed stadionem sprzedawano okazjonalne szaliki „Legia – Dundalk”, które wśród miejscowych cieszyły się sporym powodzeniem. Mowa głównie o kibicach z Dublina i całej Irlandii, bo to oni stanowili zdecydowaną większość na trybunach, nie zaś mieszkańcy 30-tysięcznego Dundalk.

Sektor dla kibiców gości na stadionie znajduje się za jedną z bramek i wyraźnie różni się od trzech pozostałych trybun. Zamiast okazałych trzech kondygnacji, posiada jedną i do tego niezwykle płaską. W całości może pomieścić ponad 2200 osób, dla nas jednak wydzielono jedynie połowę tej trybuny. Zanim weszliśmy na nasz sektor musieliśmy przejść aż pięć kontroli biletów oraz standardowe przeszukanie. Co ciekawe Irlandczycy wydawali się w miarę wyrozumiali i np. pozwalali wnosić własne napoje, tyle że bez nakrętek.

IMG_3591

Organizatorzy meczu już wcześniej zapowiedzieli, że Polacy mieszkający w Irlandii będą mogli kupić wejściówki na sektory gospodarzy. Na trybunie dla przyjezdnych zasiedli tylko więc tylko kibice Legii oraz przedstawiciele naszych zgód. Nasze flagi zawisły w górnej części trybun, bowiem dolne ogrodzenie było na tyle niskie, że w całości zasłaniały by je bandy reklamowe.

Od samego początku spotkania każdy z nas dawał z siebie wszystko, zdając sobie sprawę z rangi meczu. Wszak od 21 lat czekamy na ponowny awans naszego klubu do Ligi Mistrzów. Przed wyjściem piłkarzy na boisko rozwinęliśmy sektorówkę – Wielką eLkę, a chwilę później, podczas „Mistrzem Polski jest Legia”, w naszym sektorze zaczęły powiewać flagi, a pośród nich odpalonych zostało kilkanaście rac. Miejscowi byli w niezłym szoku – większość z nich być może pierwszy raz w życiu widziała taki pokaz 😉

Oprócz naszych flag w sektorze wywieszone zostały transparenty „Gazownik trzymaj się” oraz „Bolszewika goń, 15.08.1920”. W trakcie meczu pozdrowiliśmy wszystkie nasze zgody. Doping przez całe spotkanie stał na wysokim poziomie, a były momenty, kiedy jak na naszą liczbę, był nieskromnie mówiąc zajebisty. W pierwszej połowie najgłośniej wychodziło nam „Nie poddawaj się, ukochana ma” oraz „Hej Legia gol”. W drugiej części meczu zdecydowanie w miażdżący sposób wykonywaliśmy „Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasza Legia gra”.

Pierwsza część spotkania nie przebiegała tak, jak byśmy sobie tego życzyli – na boisku przeważali gospodarze, a nasz zespół prezentował się zupełnie poniżej oczekiwań. Okrzyki „Jak tu dzisiaj nie wygracie, to w Warszawie wpi… macie” oraz „Legia grać, k… mać” podziałały mobilizująco i zaledwie kilka minut później legioniści wywalczyli rzut karny, który następnie Nikolić zamienił na bramkę. Radość w naszym sektorze była ogromna. Awans do Ligi Mistrzów wydawał się już na wyciągnięcie ręki.

Po stracie bramki doping gospodarzy zdecydowanie przycichł. Ich młyn znajdował się za drugą bramką i liczył ponad 1000 osób zaangażowanych w doping. Możemy podejrzewać, że to właśnie tam zasiedli kibice, którzy przyjechali z Dundalk. Jak już śpiewali – wychodziło im to naprawdę nieźle, melodyjnie. Pozostała część trybun była jakby przeniesiona z teatru. Ożywiała się jedynie wówczas, gdy ich zespół zbliżał się w okolice naszego pola karnego. W drugiej połowie w pobliżu naszego sektora kilku Irlandczyków rozwinęło flagę w barwach narodowych z napisem „Ultras”, którą chcieli sprowokować naszą ekipę. Nieskutecznie. Reakcja jednego z legionistów z tego właśnie sektora wystarczyła, by gospodarze czym prędzej zwinęli płótno i skończyli napinkę.

Ostatnich 30 minut meczu to maksymalny poziom decybeli z naszej strony, a na koniec olbrzymia radość po drugim golu. Po końcowym gwizdku sędziego wszyscy byliśmy pewni, że awansu do Champions League nic nie jest w stanie nam odebrać, a każdy z nas uczestniczył w historycznym wyjeździe. Przez chwilę z sektora niosło się „Przeżyj to sam… dzisiaj Legia Ligę Mistrzów ma, nasza Legia Warszawa”. Następnie podziękowaliśmy piłkarzom za wygraną, kilku graczy rzuciło swoje koszulki w trybuny, a następnie przez ponad 20 minut czekaliśmy na opuszczenie sektora. Wiele osób do Warszawy wracała dopiero w czwartek rano. Bezpośrednio ze stadionu na lotnisko podróżowali jedynie fani, którzy przylecieli czarterem. Ci, którzy chcieli po meczu świętować w pubach w Dublinie mieli utrudnione zadanie. Właściwie w każdym z barów nie chciano wpuszczać kibiców w barwach.

Teraz przed nami powrót do ligowej rzeczywistości. W sobotę na naszym stadionie podejmować będziemy Arkę i miejmy nadzieję, że frekwencja na trybunach nie będzie wiele niższa niż na rewanżowym meczu z Dundalk, na który sprzedano już wszystkie wejściówki. Arkowcy do Warszawy wybierają się w dobrej liczbie pociągiem specjalnym.

 

Zródło: legionisci.com

Zdjęcia: Łukasz Pedlowski/https://www.facebook.com/Photoeye.ie , YouTube.com/legionisci.com

Skomentuj artykuł, Twoje zdanie jest dla nas ważne!